statystyka
Kategorie: Wszystkie | listy niewysłane | przed przeprowadzką
RSS
niedziela, 23 maja 2010
jedenaście

W przemoczonych atłasowych pantofelkach przez strugi deszczu zmierza w kierunku swego domu. Włosy ma pozlepiane w mokre strąki. Deszcz wlewa się za kołnierz i przesiąka przez aksamitny płaszczyk dziewczynki. Wokół twarzy zawija się rogal usmiechu. Brzuszek ma przepełniony wzruszeniem zmieszanym z radością.

Kończy się dzień trzydziestych urodzin dziewczynki. Dzień, który miał nigdy nie nastąpić. Dzień, którego miała nie dożyc. A jednak dożyła. I ma się dobrze.

Usiłuje ogarnąć ogrom miłości, którą dostała w ciągu tych dni świętowania. Ręce chowa przed deszczem w kieszeniach. Na suchych palcach wylicza sobie: ten był, ta przyleciała, ten zadzwonił, ta wysłała smsa, one pamiętały, ci przepraszali że nie dadzą rady, tamci zapraszają. oni przyjechali (...) brat był, mama dzwoniła, jeszcze tata z życzeniami nie zadzwonił.
Stop.

Tak bardzo bym chciala usłyszeć, czego mi życzysz, Tato.


03:06, dziewczynka_z_mandragory
Link Dodaj komentarz »
sobota, 19 września 2009
list do t.

Przed chwilą do Ciebie zadzwoniłam. Chciałam powiedzieć Ci coś bardzo dla mnie ważnego. Chciałam ulżyć sobie mówiąc, jak bardzo mi przykro. Nie było mi dane.

Napisałeś do mnie list. Postanowiłeś jednak trochę w nim pozaprzeczać. No i po co? Przeczytałam go już kilka razy. Chciałam naprawdę dobrze go zrozumieć. Chciała bym nie popełniać błędu nadinterpretacji. Chciała bym odczytać w nim tylko to, co chciałeś napisać. Czy potrafiłam? To się może kiedyś okaże. Może kiedyś będzie mi jednak dane oprzeć się moimi plecami o Twoje plecy, odchylić głowę do tyłu i ułożyć na Twoim ramieniu i porozmawiać siedząc tak gdzieś w lesie, może na jakiejś ławce w parku, może w jakimś mieszkaniu. Może...

Siedzę sobie zaczytana w poezji Twardowskiego. Myślę o życiu. Myślę o śmierci. Myślę o ulotności. Przestaję wierzyć w to, że mam dużo czasu. Zaczynam się spieszyć. Nie chcę niczego już odkładać na później bo nikt mi tego 'póżniej' nie zagwarantuje. Nie mam czasu na to żeby czekać. Na telefon, na list, na spotkanie... Chciałabym mieć Ciebie przy sobie dzisiaj. Bo przecież właśnie dzisiaj Cię potrzebuję. Zobaczę Cię być może za tydzień. Ale czy wówczas będzie po co? Rozmowy powinno się toczyć, gdy są akurat w głowie a nie, gdy ma się na nie czas. Dlatego właśnie piszę listy. Tylko wtedy, gdy mam na nie ochotę. Tylko wtedy.

Czytam Twój list i wiem o czym piszesz. Rozumiem to. Chyba nawet czuję coś podobnego. Ale jednak nie do końca.  Kłócą sie we mnie dwie Ewy. Jedna się trzyma mocno. Słucha Twoich słów i waży wszystkie Twoje argumenty. Zgadza sie z Tobą. Chyba rozumie, co czujesz. Mam jeszcze drugą w zanadrzu. To ona pisze listy takie, jak ten ostatni. To ona wykręca Twój numer w nadzieji, że Twój głos przyniesie ukojenie. Jest zaborcza i pragnie zatrzymać Cię przy sobie. A przecież jeszcze nie wie kim jesteś. Zobaczyła tylko kawałek (nawet jeśli dość duży, to nadal tylko kawałek) Twojej osoby. Nie wie, ile zechciałeś pokazać. Ale to, co czuje, nie pozwala jej zasnąć nie myśląc o Tobie. Dąży do Ciebie i ciągnie mnie za sobą jak szmacianą lalkę (albo jak Krzyś Kubusia Puchatka po schodach). Boję się.

To kolejny smutny list do Ciebie. Masz rację, połączył nas smutek. Masz rację, stoję po szyję w morzu łez. Ale czasami chcę się w nim pławić. chcę po nim żeglować nie zważając na bałwany, które mogą nakryć swoim spienionym cielskiem moj mały okręcik. Bo jestem słaba. Bardzo słaba. Muszę co chwilę cumować do brzegu, na którym czeka mnie kolejna dawka energii. Siły, którą czerpię z innych ludzi. Smutnych, wesołych... Ważne, żeby mnie w jakiś sposob cenili. Byli przy mnie, choćby myślami, "nawet w Kairze, nawet w Luxorze...", jak to raczył napisać mi A. (...)

To brzydki list. Powinam przeprosic za niego. Ale po co? Przecież zamiast przepraszania Cię, po prostu nie powinnam Ci go dawać.

Wiesz, to co mnie najczęściej rani, to moja nadzieja. Żyję przez kilka chwil dzięki niej, patrzę przez różowe okulary i widzę rozległe perspektywy, które się przede mną otwierają. Zachłystuję się nadzieją na szczęście, którego nie potrafię osiągnąć. Potem przychodzi proza życia. Wystarczy jakiś banał. Ktoś nie odebrał telefonu, ktos nie zaprzeczyl mi w odpowiednim momencie, ktoś nie zareagował w oczekiwany sposób na moje fochy, ktos mi napisał, że mnie nie pokocha...

 

List niedokończony i niewysłany dokładnie 8 lat temu.

03:45, dziewczynka_z_mandragory , listy niewysłane
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 23 sierpnia 2009
godfryd listopadowy

czy myślisz, że on nadal cię kocha?

J. zadaje mi wśród nocy pytanie. Zachwycam się nad jej naiwnością i wiarą w drugiego człowieka. Zazdroszczę.
Myślę, że zazdroszczę. Że nie ma już we mnie tego przekonania. Że słowa zaczynające się na literę M są tylko wymysłem literatury i tandetnych teksciarzy tandetnych piosenek. Zadroszczę J. oczekiwania na.

Chwilę po uściśnięciu jej ramion przechodzę pod jego domem udając stanowczy krok. Za plecami nie słyszę wołania. Wciąż udaję ten sam krok.

czy myślisz, że on nadal cię kocha?

Przecież odpowiedziałam na twoje pytanie - mam nadzieję, że nie.
Mam nadzieję, że jest z nią szczęśliwy i nie budzi się wśród nocy wołając mnie po imieniu.

czy myślisz, że on nadal cię kocha?

Dwie chwile po uscisnięciu jej ramion przechodzę pod jego domem udając stanowczy krok. Za plecami nie słyszę wołania. Wciąż udaję ten sam krok.

czy myślisz, że on nadal cię kocha?

Za plecami nie słyszę wołania.
Nie muszę już nic udawać. Na swoich plecach czuję jego stanowczą dłoń. Palce opadają twardo po linii kregosłupa. Wystukują stanowczo moje imię.

czy myślisz, że nadal cię kocham?


04:11, dziewczynka_z_mandragory
Link Komentarze (1) »
sobota, 30 maja 2009
Elmirka zaklina tramwaje

Czasami nocą Elmirka bawi się w zaklinaczkę przyszłości. Kreśli w swojej głowie rozmaite scenariusze i czasami wie, że jej sny zrodzą przyszłość.
Elmirka stara się udoskonalać sztukę zaklinania i wie już, że jej zaklęcia doskonale działają na tramwaje. Niestety nad ludźmi musi jeszcze trochę popracować.

Tej nocy Elmirka wymyśliła A.
Cały dzień wiedziała, że nazajutrz go spotka. Rano ubierała się i wiedziała, że ubiera się dla niego. Przed wejściem do budynku poprawiała włosy wiedząc, że poprawia je dla niego. Nie miała najmniejszych wątpliwości. Dziś, w tym miejscu go spotka.

A. dał się zakląć niczym tramwaj. Był tam. Siedział, wiercił się, pił, jadł, gadał, palił, wchodził, wychodził... i tak przez 5 bitych godzin. A Elmirka nie wiedziała co z nim począć.
Elmirka była onieśmielona mocą swoich zaklęć. Była tam. Siedziała, wierciła się, piła, jadła, gadała, paliła, wchodziła, wychodziła... i tak przez 5 bitych godzin. I nie wiedziała, co ze sobą począć.

Zaklęty tramwaj stał, lecz Elmirka nie miała odwagi wsiąść. Kilka razy już zbliżała rękę w stronę guzika otwierającego drzwi, lecz szybko ją cofała i uciekała by za chwilę z drżącą ręką stanąć pod kolejnymi drzwiami. Czy wspominałam już, że to trwało 5 godzin? Pięć cholernie długich godzin.
Zmęczona własnym przerażeniem Elmirka, jak przystało na małą dziewczynkę, wcisnęła guzik dopiero, gdy koła ruszyły powoli oddalając tramwaj poza zasięg jej ręki. Wcisnęła i pobiegła w przeciwnym kierunku. W głowie dziewczynki kołatała się głęboka myśl.
Mężczyźni są zdecydowanie trudniejsi w obcowaniu niż tramwaje.

00:56, dziewczynka_z_mandragory
Link Dodaj komentarz »
sobota, 16 maja 2009
piosenka na dziś

happy birthday, happy clappy

happy birthday

you’re so great

happy, happy birthday, clappy

join us as we celebrate

you’re so great

clap your hands and dance around

have a laugh and eat some cake

happy birthday, happy birthday

happy birthday

you’re so great

have a drink on us tonight

drink too much, get in a fight

dance around on tabletops

get pulled over by the cops

it’s your birthday, it’s your birthday

it’s your birthday, hey, why not?

because we’re all gonna die one day

might as well have a good time

hooray!

13:16, dziewczynka_z_mandragory
Link Dodaj komentarz »
sobota, 08 listopada 2008
historie kuchenne

nie wiedziałem jak bardzo chcesz
chcę bardzo
ale aż tak bardzo?
yhm, z czubeczkiem
  

 

00:10, dziewczynka_z_mandragory
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 15 maja 2008
towary zastępcze

Niekochane dzieci tulą misie.
Niekochani mężczyźni korzystaja z usług prostytutek.
A niekochane dziewczynki idą do fryzjera, aby ktoś je pogłaskał po głowie. 

Na półkach mojego supermarketu leżą wyłącznie towary zastępcze.

Zatem zajadam się wyrobem czekoladopodobnym.

23:26, dziewczynka_z_mandragory
Link Komentarze (3) »
sobota, 19 kwietnia 2008
ja czekam trzeci dzień, patrzę na drzwi...

Dziewczynka przechodzi ciężkie dni. Już tygodnie nawet. Postanowiła osiągnąć wyższy stopień przystosowania do rzeczywistości, a co za tym idzie, postanowiła nabyć wielce wartościowa umiejętność. Czekanie.

Odkąd pamiętam oczekiwanie na cokolwiek było dla niej najgorszą pokutą.
Odkąd tylko zrozumiała, że to nie święty przynosi prezenty, dziewczynka z mandragory szkoliła się w przeszukiwaniu mieszkania pod nieobecność rodziców, rozpakowywaniu prezentów i pakowaniu ich ponownie bez uszkodzenia papieru.
Odkąd zakochała się swoja pierwszą naiwną miłością, znienawidziła weekendy gdyż były dla niej tylko potwornym oczekiwaniem na poniedziałkowe pójście do szkoły i zobaczenie wymarzonego chłopczyka.
W torbie dziewczynki musi być jakaś książka bo tylko ona jest w stanie umilić stratę czasu, jaką jest przemieszczanie się tramwajem/autobusem/pociągiem.
Stojąc na przystanku dziewczynka zazdrości ludziom wypełniającym tę lukę w czasie dymem z papierosa.
Kiedyś wędrując po przystanku z książką w ręku, zderzyła się z długim chudym, które specjalnie zastąpiło jej drogę wyśmiewając się  ty to nawet chwili nie ustoisz w miejscu.
Dziewczynka potwornie się spóźnia - to jej sposób by ani minuty nie czekać na innych ludzi.
Dziewczynka nie czeka, aż ktoś oddzwoni. Sama pierwsza wykręca numer i domaga się kontaktu.
Dziewczynka nienawidzi zwrotów wkrótce, niebawem czy
do rychłego. Złości się potwornie niewiedząc kiedy to rychłe nastąpi.
Nie planuje wakacji, urlopów i tym podobnych ponieważ umarłaby wyczekując na ich nadejście.
Katusze przeżywa, gdy ktoś jej powie musimy porozmawiać. Wtedy wie już, że usłyszy coś powornego i wolałaby już mieć to za sobą.

Bo dziewczynkę zamieszkuje inna, jeszcze mniejsza, ale naprawdę potworniasta dziewczynka - Elmirka. Elmirka bardzo głośno tupie nóżkami i wrzeszczy w niebogłosy ja chcę już! teraz! zaraz! natychmiast! Jeżeli nie było Ci dane spotkać Elmirki, jesteś szczęśliwym człowiekiem.

Ciężkie zadanie, którego się podjęła dziewczynka, polega właśnie na ujarzmieniu tego małego potwora. Na zakneblowaniu ryjka, zakuciu nóżąt w betonowe buciki, skrępowaniu rączek sięgających po telefon... Elmirka wyje i wije się walcząc o swoje natychmiast. I cóż z tego, że chwilowo dziewczynka osiągnęła przewagę i udaje jej się utrzymać w ryzach Elmirkę, skoro sama opadła z sił. Straciła w tej walce całą energię, jaką miała spożytkować na wypełnienie czasu pomiędzy dziś a niebawem.

Czas podsumować efekty:
- nie zadzwoniła by zapytać, kiedy w końcu to niebawem nadejdzie,
- tylko raz wysłała smsa wyrażającego tęsknotę,
- nie wyskoczyła z balkonu, nie zapiła się w trupa, nie pocięła rąk ani nie zrobiła żadnej nowej dziury w swoim ciele (rano planuje pozbyć się 450ml krwi, ale będzie udawać, że to nie ma nic z tym wspólnego),
- nie zrobiła nikomu krzywdy choć wiele razy miała na to ochotę,
- nie zamęczyła reszty świata żądaniami wypełnienia jej nędznego czasu (choć nieliczni poznali pazurki szarpiącej się Elmirki),
- napisała kilka pożytecznych rzeczy,
- obejrzała sporo beznadziejnych programów w telewizji,
- żyje i czeka,
- powoli traci nadzieję.

 

ja czekam czwarty dzień, patrzę na drzwi
czy przyjdzie ktoś od Ciebie, czy przyjdziesz Ty
czy wiesz, że gdy odjeżdżam, umieram dziewięć razy
umieram patrząc w okno na korytarzu...

 

01:25, dziewczynka_z_mandragory
Link Komentarze (1) »
sobota, 15 marca 2008
disorder

Można wstać rano w wyśmienitym nastroju, pół dnia przekonywać wszystkich wokół, że życie jest piękne i pełne niespodzianek. Ba, można nawet tych pięknych niespodzianek tego dnia doświadczyć.
Można spędzić miły wieczór uśmiechając się szeroko i szczerze na widok dobrze znajomej, kochanej twarzy.
Można śmiać się głośno i udawać, że to nie w mojej torbie zalęgły się wielkanocne kurczaczki.
Można mieć wyśmienite plany na nadchodzący weekend i wielkie oczekiwania wobec nadchodzących dni i miesięcy.
Można usłyszeć, że ktoś potwornie tęskni, że ktoś inny ogromnie się cieszy z mojego istnienia.
Można mieć wiercące dziurę w brzuchu poczucie, że dziś są urodziny kogoś ważnego i nawet sobie przypomnieć czyje.
Można mieć leżące miedzy kolanami mruczące futro i wybaczyć mu próbę rozpłatania mi brzucha pazurem.
Można przez tydzień nie znaleźć powodu do narzekania chociaż się go bardzo szuka.

Mimo tego wszystkiego można spędzić wieczór na zazdroszczeniu komuś, kto już przeszedł na drugą stronę tęczy.

Ja mogę.

02:55, dziewczynka_z_mandragory
Link Komentarze (1) »
sobota, 08 marca 2008
w tym dniu nieistniejącym święta kobiet...

wchłonęłam najbardziej odpwiedni film na dzisiejszy wieczór (Bridget Jones), upiłam się resztkami alkoholu znalezionymi w mieszkaniu, zagryzłam czekoladą i chwilowo wracam do użalania się nad sobą

niechże na gorsze nic już nigdy się nie zmieni
i nic nie każe ci być twardą i bez wad

23:54, dziewczynka_z_mandragory
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3